~Kakashi~
Po
opuszczeniu domu Iruki, od razu ruszyłem w stronę mieszkania Tenzō. Kiedy tam
dotarłem okazało się, że jutrzejszego dnia wraz z nim i Team 7 wyruszam do
Sunagakure.
Wróciłem do
domu i wziąłem się za pakowanie plecaka. Kiedy skończyłem to robić, poszedłem
pod prysznic.
... Ciekawe
co to za misja...
Cóż... Po
tym jak się już umyłem, ubrałem się w spodnie od piżamy i poszedłem spać.
****************************************************
~Naruto~
Czekaliśmy
z Sakurą i kapitanem Yamato pod bramom już ponad godzinę. Oczywiście, Kakashi-
sensei zawsze się spóźniał, jednakże i tak mnie to za każdym razem wkurzało.
Czekać godzinę w takim upale, to gorsze od jakiejkolwiek misji.
- Hmm...
Powinniśmy już ruszać – powiedział kapitan Yamato.
- Właśnie.
To podobno bardzo ważna misja, nie możemy się spóźnić – odpowiedziała mu Sakura.
Widać było że też była nieźle wkurzona.
- To
chodźmy sami. Ten nierozgarnięty zboczuch najwyżej nas dogoni – stwierdziłem.
Przecież nie będziemy czekać wieczność...
-Ohayō,
drużyno! – usłyszałem nagle za sobą głos Kakashi – sensei’a.
- Pff... O
wilku mowa... – powiedziałem.
- Kakashi-
sensei, spóźniłeś się! – krzyknęła Sakura.
- Wiem,
wiem... Niestety, ale spotkałem na drodze starszą panią i...
- KŁAMSTWO!
– krzyknęliśmy chórem wraz z Sakurą i kapitanem Yamato.
- ... Ym...
No to co powiecie na to żebyśmy już ruszyli w drogę? – zapytał zbok z głupim
uśmiechem.
-
Wreszcie... – odpowiedziałem.
Ruszyliśmy
w stronę Sunagakure.
Po kilku
godzinach przy granicy Kraju Ognia zatrzymaliśmy się w małej wiosce. Kupiliśmy
tam prowiant i ruszyliśmy dalej.
Nie
mieliśmy szczęścia. Kiedy dotarliśmy do
Kraju Piasku i byliśmy w środku pustyni, rozpętała się burza piaskowa.
- I co
teraz? – spytałem.
- Cóż nie
mamy innego wyboru jak iść ostrożnie w stronę Suny – odpowiedział mi Kakashi-
sensei.
- Racja.
Nie mamy się gdzie zatrzymać – rzekła Sakura.
Powoli i
ostrożnie brnęliśmy w stronę punktu naszej misji. Po jakiś 20 minutach burza ustała.
Przyśpieszyliśmy trochę tempo i po kilku godzinach zrobiliśmy sobie przerwę.
- Tu
zanocujemy – powiedział kapitan Yamato, wskazując na jakąś niedużą jaskinię.
- Mhm.
Wreszcie trochę odpoczynku! – ucieszyłem się, ale... – Ym... Tylko że ja... Ja
zapomniałem śpiwora... – kurde! Kompletnie zapomniałem. I co teraz? Chyba nie
będę musiał spać w jednym z Kakashi- sensei’em
-
Wiedziałam... Dlatego wzięłam też dla Ciebie, Naruto.
- Ooo...
Sakura- chan jesteś dla mnie taka miła... Chyba się we mnie zakoch...
- Nawet
sobie nie myśl! Baaka! – i właśnie w tym momencie dostałem z „liścia” w
twarz... Ała...
- N- nie
musiałaś tego robić, Sakura- chan... Bez przemocy też bym załapał...
- Dobra,
wystarczy. Lepiej połóżcie się już spać, bo z samego rana musimy wyruszyć –
powiedział siwy zboczeniec, który już trzymał w ręce tę swoją porno- książkę.
- Hai, hai...
– odpowiedzieliśmy z Sakurcią i położyliśmy się w śpiworach.
****************************************************
~Tenzō~
- Kakashi-
senpai, Kakashi- senpai, powinniśmy już się zbierać... – budziłem siwowłosego jōnin’a.
- Ymmm...
Yamato? ... Co Ty tak nade mną wisisz?
- Gomen,
ale po prostu budzę Cię już od jakiś 10 minut...
-
Ahh...Poważnie?
- Mhm.
Powinniśmy budzić resztę i ruszać do Sunagakure.
- Dobra...
Obudziliśmy
Sakurę i Naruto, a następnie szybko coś zjedliśmy.
- Okey!
Zbieramy się – powiedział Kakashi.
- Hai –
odpowiedzieliśmy z zielonooką i blondynem.
Do Suny
szliśmy około 7 godzin.
- Ahh...
Wreszcie... – wydyszał Naruto.
- Witajcie!
– usłyszeliśmy po chwili głos Gaary, dochodzący z głównej bramy.
- O! Gaara –
uśmiechnął się Naruto.
- Miło Cię
widzieć – powiedziała Sakura ze szczerym uśmiechem na twarzy.
- Witaj... Co
się dzieje Kazekage- sama? - zapytał
Kakashi- senpai.
- Może
wytłumaczę Wam to później. Pewnie jesteście zmęczeni. Zaprowadzę Was do pokoi.
Weszliśmy
do wioski i zauważyłem, że na ulicach nie ma żywego ducha.
- Gdzie się
wszyscy podziali? – spytałem.
- No
właśnie... Wolą nie wychodzić, ponieważ ostatnio w Sunagakure zdarzają się
kradzieże i morderstwa... Niby to nic trudnego znaleźć przestępcę, jednakże
wysłałem większość shinobi, a oni nadal nic nie znaleźli. Ani jednego śladu...
- Dziwne...
– mruknął niebieskooki.
Po tym jak
zjedliśmy kolację i rozpakowaliśmy się zebraliśmy się w pokoju Kakashi’ego, aby
uzgodnić od czego powinniśmy zacząć, aby złapać winowajcę.
- Nie
sądzie, aby to była jedna osoba... – powiedziałem.
-
Dokładnie. W pojedynkę nie dałaby rady zamaskować tak dobrze śladów – zgodził się
ze mną siwowłosy.
- Jak to
możliwe, że ludzie Gaary nic nie znaleźli? Przecież to niemożliwe... –
powiedział Naruto.
- Nie mam
pojęcia. Strasznie to dziwne – powiedziałem.
- To co
robimy? – zapytała Sakura.
- Na
początku rozejrzymy się w wiosce, a jeżeli nic nie znajdziemy, to zaczniemy
poszukania poza wioską – powiedział Kakashi.
- Jasne,
ale skoro shinobi z Suny nic nie znaleźli, to niby dlaczego my mielibyśmy to
zrobić? – zauważył Naruto.
- Nie mamy
zbytnio wyboru... – odpowiedział siwy jōnin.
- Hm...
Zastanawia mnie jeszcze jedno. Jeżeli jest to osoba spoza wioski, to jak się do
niej dostała, przecież Sunagakure jest chroniona, a jeśli to osoba z wioski, to
znaleźliby coś, jakiś ślad... To nie będzie łatwa misja...
- Racja...
Jeżeli za tydzień wrócimy do Konohagakure, to będzie dobrze – odpowiedział
zmartwiony tym wszystkim Kakashi.
- Dobra.
Możecie już wracać do swoich pokoi – powiedziałem, po czym sam wyszedłem z
pokoju senpai’a.
Było już
późno, więc od razu się przebrałem i poszedłem spać.
______________________________________________
Ohayō! ^.^
Wyjątkowo szybko napisałam ten rozdział. Niestety nie pojawia się w nim Iruka. Musicie to przeboleć :/
Oczywiście jak zawsze proszę o krytykę, bo naprawdę bardzo się przydaje :)
Pozdrawiam ;*


