~Iruka~
Wraz z
przebudzeniem skończyło się moje wolne od uczenia dzieciaków. Mimo wszystko
naprawdę lubiłem to robić. Owszem moi uczniowie czasami mnie nieźle wkurzali,
ale czułem satysfakcję, że uczę przyszłość Konohy.
Wstałem z
łóżka, poszedłem do łazienki się umyć i ubrać, po czym zjadłem na śniadanie
ramen i równo o 740 wyszedłem z domu i ruszyłem w stronę akademii.
Po jakiś 10-15 minutach dotarłem do niej. Poszedłem do klasy i... Jak?! Co się
dzieje?!
Ujrzałem
przygniecionego szafom ucznia, a wokół niego wielki tłum. Bez żadnego
zastanowienia z trudem podniosłem mebel z ucznia. Byłem przerażony. W końcu w
pewnym sensie odpowiadałem za niego.
- Co się
tutaj dzieje?! Czy Wy powariowaliście?! Takuji w porządku?! Nic Ci nie jest?
- N-nie...
Nie przygniotła mnie, spadłem pomiędzy półki...
- Czy Wy
macie w ogóle mózgi?! Ja to się stało?!
Cała klasa
milczała, jednakże po jakimś czasie...
- T-to
przeze mnie... To ja kazałem mu się wspinać po tej szafie. Myślałem, że to
będzie fajna zabawa, w końcu w akademii
jeszcze nas nie uczą jak się wspinać za pomocą chakry i w ogóle... Chciałem sam
to zrobić żeby poczuć jak to jest, ale... Ale się bałem... -odpowiedział
nieśmiało Hitoshi, jeden z lepszych
uczniów. Szczerze mówiąc w ogóle się tego po nim nie spodziewałem. On... On
zawsze był cierpliwy, wiedział że technik w tym stylu uczy się dopiero po
zakończeniu akademii. Co mu odbiło?!
- Skoro sam
się bałeś, to po co kazałeś zrobić, to komuś innemu?
- Sądziłem,
że jak Takuji uzna, że to bezpieczne i fajne, to dopiero wtedy ja to zrobię.
- A jakby
nie skończyło to się tylko na kilku siniakach, to co byś zrobił?! Przyznałbyś
się? Hitoshi... – przerwał mi dzwonek na zajęcia- Obydwoje zostaniecie po
lekcjach... I tak miałem z Wami porozmawiać.
Kiedy
zajęcia się skończyły Takuji i Hitoshi chcieli szybko wyjść z klasy... No
tak... Takuji zrobiłby wszystko, aby uniknąć konsekwencji, a Hitoshi po prostu
się bał. To pierwszy raz kiedy zrobił coś za co mógłby zostać ukarany...
Zawołałem
obydwu, a Oni posłusznie podeszli.
- I co? Nic
Ci nie jest Takuji?
- Nie,
sensei... – odpowiedział mi mój kruczowłosy, dość wysoki uczeń.
- Hmm... I
co ja mam z Wami zrobić? Hitoshi po Tobie to już w ogóle się tego nie
spodziewałem.
- Gomen,
Iruka- sensei... – mruknął pod nosem średniego wzrostu blondyn.
- Mówił
sensei, że i tak miał z nami porozmawiać. O co chodziło? O czym chcesz z nami
porozmawiać, Iruka- sensei? – zapytał Takuji.
- Ahh...
Tak, no właśnie... Czy coś się stało? Od jakiegoś czasu widzę, że zbytnio
dobrze się nie dogadujecie. O co chodzi?
- A czy my
kiedykolwiek się dogadywaliśmy? – mruknął czarnowłosy, gdy Hitoshi stał obok i
wpatrywał się w podłogę.
- No nigdy
nie było pomiędzy Wami aż takiego napięcia, mimo to i tak Hitoshi poprosiłeś
Takuji’ego, o to aby wspiął się po tej nieszczęsnej szafie...
- Skoro mnie
poprosił, to chyba znaczy, że nic takiego się nie dzieje...
- ... Hitoshi,
może Ty coś w końcu powiesz?
- Hm?!
Aaa... Ym... J- ja ten... Nic takiego się nie wydarzyło sensei. Nie musisz się
martwić...
- Skoro tak
mówicie... Ale jakby coś, to mi powiedzcie... A co do tej szafy... Dzisiaj Wam
odpuszczę, ale następnym razem nie myślcie sobie, że Wam to przejdzie płazem.
Dobra?!
- Hai,
sensei! – odpowiedzieli chórem i wybiegli z klasy.
Co za
kłopotliwe dzieciaki...
Hyy... Muszę
jeszcze iść do sklepu po coś na obiad...
W sumie...
Może zjadłbym u Ichiraku ramen?
Ruszyłem w
stronę Ichiraku i natknąłem się na...
Yamato...
- Ohayō,
Iruka! Nie widziałeś przypadkiem Kakashi’ego?
- Ym... Nie,
dzisiaj od rana byłem w akademii.
- Oh, jak
tak to przepraszam, ale jakbyś Go później gdzieś spotkał, to daj mi znać, ok?
- Jasne.
Jasne... Jak
zawsze, to ktoś musi szukać Kakashi’ego, a nie On kogoś...
<burczenie
w brzuchu>
Ahh... Ale
jestem głodny.
Przyśpieszyłem
tępo i już po jakiś 3-4 minutach siedziałem wygodnie na krześle u Ichiraku i jadłem ciepłe ramen z
wieprzowiną .
Kiedy
skończyłem szybko ruszyłem do swojego mieszkania. Nie mam pojęcia dlaczego, ale
byłem strasznie zmęczony... Jak dotarłem do domu była około 1600.
Cóż... O tej
godzinie raczej nie pójdę spać.
Podszedłem
do półki i wpatrywałem się w dziesiątki książek na niej leżących.
Po jakiejś
chwili wybrałem jedną z nich, a było to „Nindō:
Czy shinobi są potrzebni?”, położyłem się na łóżku i zacząłem czytać.
Muszę
przyznać, że była bardzo wciągająca, zanim się spostrzegłem, była już za
dwadzieścia osiemnasta.
Włożyłem do
książki zakładkę, odłożyłem ją na stolik nocny i poszedłem wziąć prysznic.
Następnie zjadłem na kolację ryż z warzywami i położyłem się spać.
Po jakiś 20
minutach obudził mnie dzwonek do drzwi.
Kto mógłby
teraz do mnie przyjść?
Otworzyłem
drzwi i... Taa, w ogóle się nie spodziewałem...
- Co Ty tu
robisz Kakashi?
- A nie
miałem co robić, to stwierdziłem, że wpadnę zobaczyć co robisz, ale...-siwowłosy
patrzył się na mnie jak na... Kurde! Dopiero teraz się kapnąłem, że otworzyłem
mu drzwi, będąc w samych bokserkach! Cholera, jaki wstyd!
Zatrzasnąłem
jōnin’owi drzwi przed nosem i szybko pobiegłem założyć jakiekolwiek spodnie i
koszulkę.
Po jakiś 3
minutach wróciłem. Otworzyłem drzwi, za którymi stał Kakashi i...
- Znowu mi
zatrzaśniesz drzwi przed nosem czy mogę wejść?
- Gomen...
Jasne. Wchodź.
- ... Nie
przeszkadzało mi, że byłeś w samych bokserkach...
- Co?! O
czym Ty mówisz?!
-
Nieważne...
- ... A tak
w ogóle... Yamato Cię szukał.
- Tak? Czego
chciał?
- Nie wiem,
ale jakby coś kazał mi powiedzieć jakbym Cię spotkał.
- Ahh...
Jasne... Spałeś już?
- Hm?! – ja
Mu mówię o czym innym, a ten znowu o swoim... Yhh... On się chyba nigdy nie
zmieni...
- Pytam się
czy już spałeś? Chyba że zawsze otwierasz innym w samych bokserkach...
- A! Tak!
Spałem... Byłem trochę dzisiaj zmęczony, więc położyłem się wcześniej spać. A w
ogóle... Co Ty tu w końcu robisz?
- Mówiłem,
że mi się nudziło... Ale wiesz jeżeli jesteś zmęczony, to już pójdę, tym
bardziej, że Yamato mnie szukał. Sayōnara – odpowiedział siwowłosy, wychodząc z
mieszkania i zamykając drzwi...
Taa...
Sciągnąłem z
siebie koszulkę i spodnie, aby znowu zostać tylko w bokserkach do spania,
zamknąłem drzwi na zamek i wracając do poprzedniej czynności, poszedłem spać...
______________________________________________
Ohayo! Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale miałam małe problemy ;/ Rozdział pisałam tylko wtedy kiedy miałam chęci i tylko wtedy kiedy miałam jakiś pomysł, więc to też dlatego go tak długo nie dawałam. Jest on troszeczkę dłuższy od poprzednich, ale też nie jakoś wielce. Jeszcze raz przepraszam i proszę o krytykę ^^