Spacerowałem po parku.
Nie przejmowałem się, że padał deszcz ani tym że było zimno. Musiałem wszystko
przemyśleć. Przecież ta sprawa nie mogła…
… Przecież nie mogłem
tak po prostu wyznać swojej uczennicy, że chcę z nią być, że jest całym moim
światem. O czym myślałem? Jakie były opcje?
To proste. Albo się
odważę i jej to jakoś powiem, albo będę musiał zapomnieć.
Zapomnieć… Tak łatwo
powiedzieć, a tak trudno zrobić…
Może to głupie, ale
wybrałem to drugie. Wiem, jestem zwykłym idiotą. Mieć przy sobie tak piękną,
inteligentną i miłą dziewczynę… I odejść.. Po prostu ją zostawić.
To właśnie zrobiłem.
Uciekłem. Nie mogłem zapomnieć, mając ją przy sobie…
● Dwa lata
później ●
- Kakashi, ty zgarniesz worki z jedzeniem! –
jakiś mężczyzna wyznaczył siwowłosemu zadanie.
- Hai! – odparł jōnin, zakładając na nogę
pochwę na kunai’e.
Ruszyli
do miasta. Wszystko szło po ich myśli. Piątka z nich odwróciła uwagę kupca, a
Kakashi ukradł worek z towarem. Było dobrze. Zbyt dobrze…
Po
chwili ktoś zawołał. Siwowłosy dobrze znał ten głos. Po całym jego ciele
przeszły ciarki. Odwrócił lekko głowę, uciekając. Tak jak myślał. Zauważył
trójkę shinobi. Byli to Naruto, Sasuke i… Sakura.
Jego
ciało zdrętwiało. Chciał uciec, ale nie mógł się ruszyć.
- Kakashi! Szybko! – wołał go kolega z
drużyny, ale jōnin nie zwracał na niego uwagi.
Byli
uczniowie siwowłosego podbiegli do niego. Sasuke i Naruto go przetrzymali, a
Sakura wzięła worek i oddała kupcowi.
- Myślałeś, że ci się upiecze, co? – zapytał
dumny z siebie blondyn.
- … Puść mnie Naruto… - powiedział po chwili jōnin.
- Hm?! Skąd znasz moje imię?! – zdziwił się
Naruto i ściągnął mężczyźnie maskę.
- Kakashi- sensei?! – krzyknęła Sakura ze
łzami w oczach. – Co tu robisz?! Wiesz ile cię szukaliśmy?! Jak mogłeś nam to
zrobić?! Dlaczego odszedłeś?! – pytała różowowłosa, a z jej oczu płynęło coraz
więcej łez.
- Sakura ja…
- Jak śmiesz? – zaczął Uzumaki. – Jak śmiesz
się do niej zwracać, ty zapchlony kundlu?! Myślisz, że po tym wszystkim, możesz
w ogóle…!
- Naruto! Uspokój się… - powiedział Sasuke. –
Ludzie się na nas gapią… Zabierzmy go do pokoju i tam porozmawiajmy.
Drużyna
Siódma wraz z siwowłosym jōnin’em ruszyła w stronę hotelu, w którym tymczasowo
mieszkali. Naruto z Sasuke i Kakashi’m poszli do pokoju Uchihy, a Sakura do
siebie.
- Gadaj! Co tu robisz?! – krzyczał blondyn.
- Naruto uspokój się – tonował Uzumaki’ego
Sasuke.
- Daj spokój Sasuke. Naruto ma rację… - zaczął
Hatake. – Chcecie wiedzieć? Więc proszę… Po tym jak odszedłem z wioski, nie
miałem gdzie się podziać. Po drodze przygarnęła mnie jakaś grupa ludzi. To
także byli emigranci. Żyłem z nimi przez te dwa lata.
- Nie, Kakashi- sensei! Ty nie odszedłeś z
wioski! Ty z niej po prostu uciekłeś! Tylko… Nie rozumiem. Dlaczego to
zrobiłeś? – zapytał Uzumaki, spuszczając z tonu.
- Naruto… To… To jest dosyć trudne… Powodem...
Powodem, przez który uciekłem z Konohy była Sakura…
- … Co? – zapytał zdezorientowany Sasuke. – O
czym ty mówisz?
- Nie mogę wam więcej powiedzieć. A… A tak w
ogóle to gdzie ona jest?
- Poszła do siebie. Ona najbardziej przeżyła
twoje odejście – wytłumaczył ciemnowłosy.
- Czy… Czy ja mogę ją zobaczyć?
- Pod jednym warunkiem – powiedział twardo
Naruto. – Nie chcę, żeby znowu przez ciebie płakała.
- Oczywiście.
Siwowłosy
zapukał cichutko do drzwi, a po chwili stanęła w nich dziewczyna. Nie byle jaka
dziewczyna. To ona każdej nocy śniła się jōnin’owi. To ona była tą, która
wzbudzała w nim czułość. To ona była powodem, dla którego Kakashi odszedł z
wioski.
- Sakura, ja…
- Wejdź, sensei – wyszeptała zielonooka.
- Chciałem tylko… Chciałem przeprosić –
powiedział, zamykając drzwi.
- Za co? Za to że nas zostawiłeś? Nie ma o
czym mówić. W końcu ja, Sasuke i Naruto przyzwyczailiśmy się do tego, że kiedy
cię potrzebujemy, to… O czym ja mówię?! Jak mogłeś Kakashi- sensei?! Jak mogłeś
mnie tak zostawić?! Czy ty naprawdę myślisz tylko o sobie?! Wiesz co ja przez
ciebie…?!
- Wiem, Sakura… - przerwał jej mężczyzna. – Nie.
Nie myślę tylko o sobie. I właśnie dlatego odszedłem.
- Co? – zdumiała się różowowłosa. – O czym ty
mówisz, Kakashi- sensei?
- Ja… Ja odszedłem ze względu na ciebie,
Sakura… Może nie powinienem, ale... Kocham cię… - wyszeptał jōnin, jednakże
dziewczyna wszystko usłyszała.
- S- sensei… - po jej policzkach spłynęły łzy.
- … Jesteś idiotą Kakashi- sensei!
- Hm?! – mężczyzna odszedł jeden krok do tyłu.
– Sakura, ja…
- Kochasz?! Skoro mnie kochasz, to dlaczego
mnie zostawiłeś z tymi dwoma głupkami?! Wiesz co ja czułam?! Mój nauczyciel…
Nie! Moja miłość życia, zostawia mnie, nie wiem nawet z jakich powodów, nie
daje znaku życia! Wiesz co czułam do cholery?!
- Sakura, posłuchaj. Ja…
- Nie! To ty mnie posłuchaj! Albo się będziesz
teraz ze mną kochał i wrócisz do wioski, albo się stąd wynoś!!!
- … CO?! – Siwowłosy zdębiał. Ta sama
dziewczyna, o której chciał zapomnieć, ta której bał się wyznać miłość, właśnie
stała przed nim i chciała się z nim przespać. Czy to możliwe? Czy… Czy jego
życie właśnie zamieniało się w bajkę? – Sakura, ja… - zaniemówił przez chwilę…
- Kładź się, Haruno – powiedział stanowczo Hatake, a różowowłosa wykonała
polecenie.
Opadła
na łóżko i patrzyła co zrobi jej nauczyciel. Ten podszedł do łóżka, ściągając
koszulę i spodnie. Haruno, gdy zobaczyła przez bokserki nabrzmiałego członka
Kakashi’ego, cichutko pisnęła. Jonin podniósł dziewczynę i położył się pod nią.
Posadził ją na swoich udach, tak że jej krocze dotykało jego penisa. Zdjął jej
koszulkę oraz bieliznę. Zaczął całować jej ciało. Najpierw brzuch, przeszedł do
piersi, szyi, aż w końcu złożył namiętny pocałunek na jej ustach. Przez dłuższy
moment zostali w takiej pozycji, jednakże Hatake pragnął więcej. Ściągnął je
spodnie. Zaczął masować jej kroczę przez bieliznę, a ta pojękiwała. Jego
członek robił się coraz twardszy, coraz bardziej wbijał się w ciało Sakury. Po
jakimś czasie Kakashi ściągnął swoje bokserki. Sakura widząc jak jego mały,
nie, ogromny przyjaciel wydostaje się na zewnątrz, zbliżyła do nie usta.
Delikatnie go lizała, po krótkiej chwili zaczęła go ssać. Siwowłosy złapał ją
za włosy i coraz szybciej ruszał jej głową. W pewnym momencie Sakura poczuła
jak Kakashi przyciska ją do siebie. Z jej ust popłynęła strużka jego nasienia.
Dziewczyna zaczęła się dławić, lecz jōnin coraz bardziej ją do siebie zbliżał.
Kiedy jego wytrysk ustał, Kakashi puścił jej głowę. Ta szybko połknęła spermę
swojego nauczyciela i nabrała do ust powietrza, uspokajając oddech.
- Jesteś pewna, że tego chcesz? – zapytał
siwowłosy, ściągając majtki uczennicy.
- Tak. Zróbmy to – powiedziała zdyszana
dziewczyna.
Nauczyciel
usadził powoli dziewczynę na swoim penisie. Sakura pojękiwała, jednakże Kakashi
wiedział, że im szybciej w nią wejdzie, tym bardziej będzie boleć. Powoli
wsuwał w nią swojego członka. W pewnym momencie dziewczyna krzyknęła.
- Sensei! To boli! Sensei!
- Zaraz przestanie – odparł spokojnie,
wbijając w nią penisa do końca.
Sakura
głośno krzyknęła. Nie mogła się poruszać przez ten ból. Po pewnym czasie, gdy
Kakashi zauważył, że dziewczyna zaczyna się przyzwyczajać. Poruszył w niej
delikatnie swoim członkiem. Dziewczyna jęknęła. Jej sensei nadawał penisowi
coraz większe tempo, a Sakura jęczała coraz głośniej. Kakashi składał na jej
szyi delikatne pocałunki. Dziewczyna po pewnym czasie sama zaczęła się w nim
poruszać. Nie wytrzymała długo. Po chwili wykrzyczała jego imię i doszła.
Siwowłosy nie odpuszczał. Pchał w nią swojego penisa coraz mocniej i szybciej. Po
dłuższym czasie sam zaczął czuć jak jego członek pulsuje. Doszedł w niej.
Wyciągnął swojego penisa, a z pochwy Sakury wypłynęła sperma. Sakura opadła na
swojego nauczyciela i usnęła w jego ramionach.
Rano
kiedy różowowłosa się obudziła, zauważyła że jej kochanka nie ma przy niej.
Przestraszyła się. Bała się, że Kakashi znowu ją zostawił. Po chwili do pokoju
wszedł siwowłosy z ręcznikiem na biodrach.
- Kakashi! – jęknęła dziewczyna.
- Spokojnie. Poszedłem tylko pod prysznic –
odpowiedział Hatake i położył się obok uczennicy, przytulając ją.
- Bałam się, że mnie zostawisz…
- Po tym co wczoraj się stało, nie dałbym rady
– powiedział, ściągając z twarzy maskę.
Dziewczyna
pierwszy raz widziała twarz swojego nauczyciela. Nawet poprzedniego dnia nie
zaszczycił ją tym widokiem. A było czym. Pod maską kryła się przystojna twarz
Kakashi’ego. Wbrew przypuszczeniom Drużyny Siódmej nie było tam żadnych
zadrapań. Mężczyzna nachylił się nad dziewczyną i delikatnie pocałował ją w
usta.
- … Co to za misja? – zapytał po chwili.
- Hm?
- No ta, dzięki której tu jesteście –
wytłumaczył i delikatnie się uśmiechnął.
- A! Mieliśmy tylko pilnować na balu, żeby nic
nikomu się nie stało – odpowiedziała Sakura, odwzajemniając uśmiech.
- Rozumiem... Kiedy wracacie do Konohy? –
zapytał cicho.
- WRA- CA- MY! – krzyknęła dziewczyna. – Ty też
sensei! Była umowa!
- No tak… - uśmiechnął się pod nosem jōnin.
- Dzisiaj – odpowiedziała po chwili
dziewczyna.
Kakashi
wracał z myślą, że zostanie czymś obrzucony zaraz jak przejdzie przez bramę
Konohy. Jego przypuszczenia się nie spełniły. Zaraz jak mieszkańcy zauważyli
siwowłosego, na ich ustach zawitał uśmiech.
Po
kilku miesiącach Kakashi przechodząc przez tą samą bramę wraz z Sakurą nie
tylko widział uśmiechy innych, ale także leciały na nich białe, jak suknia
Sakury, ziarenka ryżu.
________________________________________________________________________
Gomenesai~! ;-;
Wiem, wiem... "W przeciągu dwóch tygodni"... Przepraszam, ale po prostu nie miałam i nadal nie mam pojęcia jak dokończyć kolejny rozdział opowiadania i oneshot'a... ;w;
Dlatego napisałam TO. I z powodu, że poprzedni oneshot z paringiem KakaSaku nie wypalił, dedykuję ten kochanej Alexxis ミチャ.
Mam nadzieję, że ten oneshot wyszedł lepiej od tamtego... ;n;
Ja mata!