środa, 5 lutego 2014

Kakashi x Iruka: Rozdział 3

Szef przestępców kazał im się odsunąć i zaczął walczyć z Kakashi’m. Najpierw rzucił w niego kilkoma kunai’ami, ale Kakashi je wszystkie ominął. Następnie użył stylu ziemi, unosząc grunt pod nogami siwowłosego, aby ten podskoczył i wtedy ponownie go zaatakował kunai’ami. Walka ciągnęła się w nieskończoność. Nagle spod ziemi przede mną wyskoczył jeden ze złodziei i zaatakował mnie. Kakashi rzucił w niego kilkoma shuriken’ami, ale ten ich uniknął. Zacząłem z nim walczyć. Na szczęście mój przeciwnik był wolny, więc łatwo mi było go trafić. W końcu po kilkunastu minutach zadałem mu śmiertelny cios kunaiem. Zaraz po tym napadł na mnie od tyłu drugi.
- Iruka uważaj! Za tobą! – ostrzegł mnie siwowłosy jōnin.
- Wiem! – odkrzyknąłem.
Ten już był lepszy. Był szybszy, ale zadawał trochę mniejsze obrażenia. Za mną wyskoczył jeszcze jeden przestępca. Po chwili zauważyłem, iż walczyć z nim zaczął Ryu. Niestety po chwili już leżał na ziemi, więc musiałem podjąć walkę z oboma złodziejami. Po pewnym czasie wymęczyłem jednego. Zająłem się następnym. Zobaczyłem, że Kakashi w końcu pokonał swojego przeciwnika, używając słynnego chidori. Przyszedł mi z pomocą. Zajęliśmy się resztą bandziorów. Staliśmy chwilę, aby odpocząć, a po chwili białowłosy mierzył pięścią w moją stronę... „Ominął mnie” pomyślałem z ulgą, gdy zauważyłem, że pięść Kakashi’ego przeleciała koło mojej głowy. Po chwili usłyszałem, że jego dłoń jednak w coś uderzyła. Okazało się, że jōnin celował w przeciwnika, którego wcześniej wymęczyłem walcząc. Widocznie złodziej odzyskał siły i chciał mnie dźgnąć kunaiem w plecy.
- Dziękuję Kakashi.
- Nie ma za co. Nie spuszczaj gardy.
- Hai – odpowiedziałem.
Ruszyliśmy dalej. Szliśmy cały dzień, co jakiś czas robiąc bardzo krótkie przerwy. Gdy słońce zaczęło zachodzić Kakashi zaproponował, aby rozbić namioty. Wszyscy się zgodziliśmy. Pomogliśmy z białowłosym rozbić namiot panu Mitsuo i reszcie kupców, a następnie zajęliśmy się swoim.
- Gotowe! – krzyknął biało-włosy, rozciągając się.
- Mhm, pójdę po chrust na ognisko.
- Nie musisz tego robić. Shogo już poszedł – powiedział głos dochodzący zza moich pleców. Był, to pan Mitsuo.
- Naprawdę? Hmm… To trochę odpocznę. – powiedziałem i położyłem się na trawie, a Kakashi wszedł do namiotu. Po kilku minutach, także do niego wszedłem, gdy poczułem, że ziemia jest strasznie zimna. Rozsuwając nasz wspólny namiot zauważyłem, że Kakashi nie ma na sobie koszulki, a na kolanach trzyma otworzoną książkę Icha Icha. Nie wiem dlaczego, ale cicho jęknąłem pod nosem i zrobiłem się czerwony jak burak.
- Coś się stało? – zapytał siwo- włosy jōnin.
- N-nic… – „kurde, dlaczego tak się jąkam?”
- Na pewno? Jesteś cały czerwony.
- Mówię, że nic!
- …
- P-przepraszam… Nic się nie stało. – opanowałem się trochę i odpowiedziałem.
- Ty też się powinieneś przebrać.
- Z-za chwilę…
- Wstydzisz się mnie czy jak?
- Nie. Dlaczego miałbym? – Kakashi miał racje. Dziwnie się czułem widząc go bez koszulki, więc przebierając się przy nim… „ Jezuu… O czym ja mówię… Jestem facetem. Nie powinienem się go wstydzić…”. Gdy białowłosy wyszedł ściągnąłem koszulkę i zacząłem się przebierać.
- Iruka, ramen! – zawołał mnie po chwili Kakashi.
- Już, już! Chwilę! – założyłem szybko spodnie i wyszedłem zjeść kolację.
- Noo… Wreszcie – powiedział Kakashi, jedząc swoje ramen.
- Przebierałem się… - mruknąłem i zacząłem jeść swoją porcję.

************************************************************

Obudziłem się jeszcze przed wschodem słońca, co było dziwne, bo zazwyczaj nie wstaję tak wcześnie. Podniosłem głowę i zobaczyłem Irukę, który oczywiście jeszcze spał. Stwierdziłem, że skoro wszyscy śpią i jest tak wcześnie, to poczytam trochę moją ulubioną książkę - Icha Icha Paradise.
- Hmm? Dlaczego tak wcześnie wstałeś? – zapytał jednocześnie ziewając Iruka.
- Nie wiem… Jakoś tak… A ty? Obudziłem cię?
- Nie, nie… Po prostu wstałem, bo jestem głodny .
- Tak jak teraz o tym wspominasz, to też chętnie bym coś zjadł…
- Może być ramen? – zapytał Iruka wstając i wyjmując z plecaka dwie zupki ekspresowe.
- Jasne… - zgodziłem się, choć tak naprawdę miałem już trochę dość jedzenia w kółko tego samego.
Odłożyłem książkę i wyszedłem razem z szatynem z namiotu. Rozpaliliśmy ognisko i ugotowaliśmy wodę. Zalaliśmy w miskach nasze ramen. Gdy już zjedliśmy wstali inni nasi towarzysze i także zjedli śniadanie.
- Skoro już wszyscy skończyli jeść, to wyruszamy! – powiedziałem.


________________________________________________________________________

No i proszę o konstruktywną krytykę :)

3 komentarze:

  1. A moja nie była konstruktywna? D:
    Ale jeśli chcesz powtórkę z rozrywki...
    ******************************************
    A więc: znów nie ma widocznego przejścia narratora. Nie każę Ci decydować, po jakiej stronie ma być narracja, ale lepiej, jeśli zaznaczy się kto teraz mówi już na początku.
    Co mi jeszcze przeszkadzało?
    ************************************
    A no to, że Kakashi'ego niezbyt nazywać białowłosym. To bardziej kojarzy się z Jirayią.
    No i jeszcze walka. Czyżbyś opisywała ją po raz pierwszy? Tak mi się wydaje, gdyż "Ten już był lepszy. Był szybszy, ale zadawał trochę mniejsze obrażenia. Za mną wyskoczył jeszcze jeden przestępca. Po chwili zauważyłem, iż walczyć z nim zaczął Ryu. Niestety po chwili już leżał na ziemi, więc musiałem podjąć walkę z oboma złodziejami. Po pewnym czasie wymęczyłem jednego. Zająłem się następnym" jest.. mało opisowym (czy ja zawsze muszę czepiać się opisów?!). Brak szczegółów i trudno się domyśleć, co powaliło ich przeciwników.
    Jakoś tak.. wydaje mi się, że ten rozdział był... bez uczuciowy... a to w końcu romans...
    Jak niby dodać uczucie do opowiadania?
    *********************************************
    A no tak
    "Nagle wydało mi się...", albo "Poczułem, że coś się we mnie...", tudzież "Moje myśli zawędrowały... ". Innymi słowy przenośnie, porównania i inne tego typu bzdury. Jedyny moment, który był chociaż trochę uczuciowy to przy przebieraniu się.
    Co jeszcze?
    ****************
    Co ja to... aha! Czy Ty specjalnie omijasz wszystkie inne sceny, by dojść do tych z KakIru?
    Skąd taki wniosek?
    ***********************
    Zauważyłam to w poprzednich, gdy w namiocie i innych takich scenkach sam na sam trzymałaś ich długo, a gdy doszło do takich normalnych to rachu ciachu i już znowu sam na sam.
    Ostatnia rzecz!
    ******************
    Mianowicie: powtarzasz w kółko namiot itp. To się robi nudne...

    Wybacz, za dużo ciepłych słów nie mam....
    Pozdrawiam i życzę weny.
    Alexxis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tamta krytyka pod poprzednim wpisem była konstruktywna, ale chodziło mi o krytykę do tego rozdziału :)
      Szerze mówiąc w ogóle nie umiem opisywać walk i do tego nie chciałam żeby sam opis walki ciągnął się przez cały rozdział. Co do przejścia narratora, to chciałam, aby ktoś kto to czyta domyślił się dopiero po chwili, ale skoro to nie był dobry pomysł, to przy następnych notkach będę zaznaczać kto mówi ;) Co do tych uczuć też zauważyłam... Przy następnym rozdziale się duuuużo bardziej postaram ^.^ Dziękuję za krytykę, to naprawdę pomaga :)

      Ja także pozdrawiam ^.-

      Usuń
    2. Nie umiesz, ale jak będziesz częściej to robić, to się nauczysz. ;) Oczywiście, nie powinno ciągnąć się przez cały rozdział, ale jeśli opiszesz bardziej walkę to i rozdział się wydłuży.
      Rozumiem, że chciałaś, by czytelnik się domyślił i nie zawsze to zły pomysł, ale to dość trudno się czyta, gdy nie wie się kto teraz mówi. Jest zbyt chaotycznie.
      Zawsze się duuużo bardziej staraj ;)
      A proszę Cię bardzo, dla mnie krytyka też jest czymś potrzebnym, a więc powodzenia życzę ;) Czekam na następną notkę!!
      Pozdro
      Alexxis

      Usuń