Szef przestępców kazał im się
odsunąć i zaczął walczyć z Kakashi’m. Najpierw rzucił w niego kilkoma kunai’ami,
ale Kakashi je wszystkie ominął. Następnie użył stylu ziemi, unosząc grunt pod
nogami siwowłosego, aby ten podskoczył i wtedy ponownie go zaatakował kunai’ami.
Walka ciągnęła się w nieskończoność. Nagle spod ziemi przede mną wyskoczył
jeden ze złodziei i zaatakował mnie. Kakashi rzucił w niego kilkoma shuriken’ami,
ale ten ich uniknął. Zacząłem z nim walczyć. Na szczęście mój przeciwnik był
wolny, więc łatwo mi było go trafić. W końcu po kilkunastu minutach zadałem mu
śmiertelny cios kunaiem. Zaraz po tym napadł na mnie od tyłu drugi.
- Iruka uważaj! Za tobą! – ostrzegł
mnie siwowłosy jōnin.
- Wiem! – odkrzyknąłem.
Ten już był lepszy. Był szybszy,
ale zadawał trochę mniejsze obrażenia. Za mną wyskoczył jeszcze jeden
przestępca. Po chwili zauważyłem, iż walczyć z nim zaczął Ryu. Niestety po chwili
już leżał na ziemi, więc musiałem podjąć walkę z oboma złodziejami. Po pewnym
czasie wymęczyłem jednego. Zająłem się następnym. Zobaczyłem, że Kakashi w
końcu pokonał swojego przeciwnika, używając słynnego chidori. Przyszedł mi z
pomocą. Zajęliśmy się resztą bandziorów. Staliśmy chwilę, aby odpocząć, a po
chwili białowłosy mierzył pięścią w moją stronę... „Ominął mnie” pomyślałem z
ulgą, gdy zauważyłem, że pięść Kakashi’ego przeleciała koło mojej głowy. Po
chwili usłyszałem, że jego dłoń jednak w coś uderzyła. Okazało się, że jōnin
celował w przeciwnika, którego wcześniej wymęczyłem walcząc. Widocznie złodziej
odzyskał siły i chciał mnie dźgnąć kunaiem w plecy.
- Dziękuję Kakashi.
- Nie ma za co. Nie spuszczaj
gardy.
- Hai – odpowiedziałem.
Ruszyliśmy dalej. Szliśmy cały
dzień, co jakiś czas robiąc bardzo krótkie przerwy. Gdy słońce zaczęło
zachodzić Kakashi zaproponował, aby rozbić namioty. Wszyscy się zgodziliśmy.
Pomogliśmy z białowłosym rozbić namiot panu Mitsuo i reszcie kupców, a
następnie zajęliśmy się swoim.
- Gotowe! – krzyknął biało-włosy,
rozciągając się.
- Mhm, pójdę po chrust na ognisko.
- Nie musisz tego robić. Shogo już poszedł
– powiedział głos dochodzący zza moich pleców. Był, to pan Mitsuo.
- Naprawdę? Hmm… To trochę odpocznę.
– powiedziałem i położyłem się na trawie, a Kakashi wszedł do namiotu. Po kilku
minutach, także do niego wszedłem, gdy poczułem, że ziemia jest strasznie
zimna. Rozsuwając nasz wspólny namiot zauważyłem, że Kakashi nie ma na sobie
koszulki, a na kolanach trzyma otworzoną książkę Icha Icha. Nie wiem dlaczego, ale cicho jęknąłem pod nosem i
zrobiłem się czerwony jak burak.
- Coś się stało? – zapytał siwo-
włosy jōnin.
- N-nic… – „kurde, dlaczego tak się
jąkam?”
- Na pewno? Jesteś cały czerwony.
- Mówię, że nic!
- …
- P-przepraszam… Nic się nie stało.
– opanowałem się trochę i odpowiedziałem.
- Ty też się powinieneś przebrać.
- Z-za chwilę…
- Wstydzisz się mnie czy jak?
- Nie. Dlaczego miałbym? – Kakashi
miał racje. Dziwnie się czułem widząc go bez koszulki, więc przebierając się
przy nim… „ Jezuu… O czym ja mówię… Jestem facetem. Nie powinienem się go wstydzić…”.
Gdy białowłosy wyszedł ściągnąłem koszulkę i zacząłem się przebierać.
- Iruka, ramen! – zawołał mnie po
chwili Kakashi.
- Już, już! Chwilę! – założyłem
szybko spodnie i wyszedłem zjeść kolację.
- Noo… Wreszcie – powiedział
Kakashi, jedząc swoje ramen.
- Przebierałem się… - mruknąłem i
zacząłem jeść swoją porcję.
************************************************************
Obudziłem się jeszcze przed
wschodem słońca, co było dziwne, bo zazwyczaj nie wstaję tak wcześnie.
Podniosłem głowę i zobaczyłem Irukę, który oczywiście jeszcze spał. Stwierdziłem,
że skoro wszyscy śpią i jest tak wcześnie, to poczytam trochę moją ulubioną
książkę - Icha Icha Paradise.
- Hmm? Dlaczego tak wcześnie
wstałeś? – zapytał jednocześnie ziewając Iruka.
- Nie wiem… Jakoś tak… A ty?
Obudziłem cię?
- Nie, nie… Po prostu wstałem, bo
jestem głodny .
- Tak jak teraz o tym wspominasz,
to też chętnie bym coś zjadł…
- Może być ramen? – zapytał Iruka
wstając i wyjmując z plecaka dwie zupki ekspresowe.
- Jasne… - zgodziłem się, choć tak
naprawdę miałem już trochę dość jedzenia w kółko tego samego.
Odłożyłem książkę i wyszedłem razem
z szatynem z namiotu. Rozpaliliśmy ognisko i ugotowaliśmy wodę. Zalaliśmy w
miskach nasze ramen. Gdy już zjedliśmy wstali inni nasi towarzysze i także
zjedli śniadanie.
- Skoro już wszyscy skończyli jeść,
to wyruszamy! – powiedziałem.
________________________________________________________________________
No i proszę o konstruktywną krytykę :)
A moja nie była konstruktywna? D:
OdpowiedzUsuńAle jeśli chcesz powtórkę z rozrywki...
******************************************
A więc: znów nie ma widocznego przejścia narratora. Nie każę Ci decydować, po jakiej stronie ma być narracja, ale lepiej, jeśli zaznaczy się kto teraz mówi już na początku.
Co mi jeszcze przeszkadzało?
************************************
A no to, że Kakashi'ego niezbyt nazywać białowłosym. To bardziej kojarzy się z Jirayią.
No i jeszcze walka. Czyżbyś opisywała ją po raz pierwszy? Tak mi się wydaje, gdyż "Ten już był lepszy. Był szybszy, ale zadawał trochę mniejsze obrażenia. Za mną wyskoczył jeszcze jeden przestępca. Po chwili zauważyłem, iż walczyć z nim zaczął Ryu. Niestety po chwili już leżał na ziemi, więc musiałem podjąć walkę z oboma złodziejami. Po pewnym czasie wymęczyłem jednego. Zająłem się następnym" jest.. mało opisowym (czy ja zawsze muszę czepiać się opisów?!). Brak szczegółów i trudno się domyśleć, co powaliło ich przeciwników.
Jakoś tak.. wydaje mi się, że ten rozdział był... bez uczuciowy... a to w końcu romans...
Jak niby dodać uczucie do opowiadania?
*********************************************
A no tak
"Nagle wydało mi się...", albo "Poczułem, że coś się we mnie...", tudzież "Moje myśli zawędrowały... ". Innymi słowy przenośnie, porównania i inne tego typu bzdury. Jedyny moment, który był chociaż trochę uczuciowy to przy przebieraniu się.
Co jeszcze?
****************
Co ja to... aha! Czy Ty specjalnie omijasz wszystkie inne sceny, by dojść do tych z KakIru?
Skąd taki wniosek?
***********************
Zauważyłam to w poprzednich, gdy w namiocie i innych takich scenkach sam na sam trzymałaś ich długo, a gdy doszło do takich normalnych to rachu ciachu i już znowu sam na sam.
Ostatnia rzecz!
******************
Mianowicie: powtarzasz w kółko namiot itp. To się robi nudne...
Wybacz, za dużo ciepłych słów nie mam....
Pozdrawiam i życzę weny.
Alexxis
Oczywiście, że tamta krytyka pod poprzednim wpisem była konstruktywna, ale chodziło mi o krytykę do tego rozdziału :)
UsuńSzerze mówiąc w ogóle nie umiem opisywać walk i do tego nie chciałam żeby sam opis walki ciągnął się przez cały rozdział. Co do przejścia narratora, to chciałam, aby ktoś kto to czyta domyślił się dopiero po chwili, ale skoro to nie był dobry pomysł, to przy następnych notkach będę zaznaczać kto mówi ;) Co do tych uczuć też zauważyłam... Przy następnym rozdziale się duuuużo bardziej postaram ^.^ Dziękuję za krytykę, to naprawdę pomaga :)
Ja także pozdrawiam ^.-
Nie umiesz, ale jak będziesz częściej to robić, to się nauczysz. ;) Oczywiście, nie powinno ciągnąć się przez cały rozdział, ale jeśli opiszesz bardziej walkę to i rozdział się wydłuży.
UsuńRozumiem, że chciałaś, by czytelnik się domyślił i nie zawsze to zły pomysł, ale to dość trudno się czyta, gdy nie wie się kto teraz mówi. Jest zbyt chaotycznie.
Zawsze się duuużo bardziej staraj ;)
A proszę Cię bardzo, dla mnie krytyka też jest czymś potrzebnym, a więc powodzenia życzę ;) Czekam na następną notkę!!
Pozdro
Alexxis