piątek, 28 marca 2014

Kakashi x Iruka: Rozdział 5


~Iruka~

Obudziłem się dosyć wcześnie. Wstałem z łóżka, ubrałem kapcie i… popatrzyłem na kalendarz. Kakashi ma urodziny!
Co Mu kupić? Bombonierkę? Kwiaty? … Co?! Jestem facetem, dlaczego miałbym kupować takie rzeczy innemu mężczyźnie?! Ufff… Myśl Iruka, myśl… Może po prostu upiekę Mu tort? Albo tylko złożę życzenia, przecież nasze kontakty, to misje i rozmowy o postępach mojej byłej klasy, nic więcej…
Pff…. Same życzenia, to najlepszy pomysł... Chociaż czy to nie za mało?

********************************************************************

~Kakashi~

Wstałem dzisiaj i niestety, zauważyłem w kalendarzu, że są moje urodziny. Nienawidziłem tego dnia. Zawsze spędzałem urodziny na misji albo całkowicie sam.  
Hmm… O! Wiem! Iruka ma wolne, więc może On mógłby ze mną...
.
.
.
Nieeee… Dlaczego niby On miałby je ze mną spędzać? Pff...
Ubrałem się i zjadłem śniadanie. Nie mam na dzisiaj żadnej misji, więc zapewne, tak jak myślałem, spędzę cały dzień na treningu i czytaniu książki.
Tak więc poszedłem na plac treningowy, poćwiczyłem jakieś 2 godzinki i... Wyczułem chakrę... Iruki.
- Ohayou, Kakashi – powiedział zdyszany szatyn.
- Ohayou, Iruka. Co tu robisz?
- Ymm... Tak jakby... No... Masz dzisiaj urodziny, więc... Więc pomyślałem, że upiekę Ci jakiś tort i w ogóle... – i po tych słowach poczułem się... Jakoś miło. Ucieszyłem się, że ktoś pamięta o moich urodzinach, ale... Skąd Iruka wiedział kiedy one są?
- Co?! Skąd o tym wiesz?
- Ymm... Właściwie to ja... Zobaczyłem kiedyś w Twoich aktach.
Dlaczego Iruka czytał moje akta? Co On jakiś nienormalny?
- Mogę wiedzieć, dlaczego czytałeś moje akta?
- To nie tak... Po prostu... Ja... Ymm...
- Dobra nieważne, więc gdzie jest ten tort?
- Co?! A tak... – brązowowłosy wyciągnął w moją stronę dłonie, w których trzymał białe pudełko z niebeską kokardką.
Otworzyłem je i... I stwierdziłem, że jeśli ten tort naprawdę piekł Iruka, to musiał go robić cały dzień. Ciasto było jak ze sklepu, trzypiętrowe, na wierzchu posmarowane czekoladową masą, a na niej widniał, jeżeli się nie mylę, malinowy lukier, którym było napisane „Dla Kakashi’ego z okazji 30 urodzin”.
- Czy Ty naprawdę sam go upiekłeś?
-Tak, a co?
- Nic, nic, tylko... Musiałeś piec go cały dzień.
- Hm? Nieee. Jakieś półtorej godziny – powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Naprawdę? ..... A gdzie talerze?
- C-co?!
- No jak Ty masz niby zamiar, to zjeść? Z ziemi?
- O kurdę! Zapomniałem o talerzach! – odpowiedział szatyn, po czym zaczął się kręcić w kółko.
- Spokojnie, spokojnie. Chodźmy do mnie i tam zjemy.
- Ym... No ok.

********************************************************************

~Iruka~

Poszliśmy razem z Kakashi’m do Jego mieszkania. Najpierw skierowaliśmy się do kuchni, aby wziąć talerze i łyżeczki.
- Ymm... No to ten... Wszystkiego najlepszego!
- Co? A tak, dzięki. Tak szczerze mówiąc, to chyba po raz pierwszy od 15 lat spędzam swoje urodziny w jakiś normalny sposób, wiesz, tort i życzenia... – powiedział siwowłosy. Zdziwiłem się. Przecież miał drużynę, przyjaciół ( np. Gai’a ) i w ogóle.
- Dlaczego? Masz swoją drużynę i przecież Gai mógł... No ten... Nie żebym się mieszał w Twoje sprawy, ale...
- Ostatnio przez te 3 lata spędzałem urodziny na misjach. Poza tym inni też mają swoje sprawy, Gai ma różne misje, ma swoją drużynę.
- No cóż, faktycznie... Dobra, zjedzmy w końcu ten tort! – odpowiedziałem z lekkim uśmiechem na twarzy. Nie mogłem cały czas wypytywać Kakashi’ego o Jego życie.

  Zjedliśmy tort, a później ze względu na, to że nie było tematu, zaczęliśmy rozmawiać o postępach Sakury i Naruto. Okazało się, że żółtowłosy poczynił bardzo duże postępy, z resztą tak samo jak Sakura. Hm... No o Sasuke, to chyba nic nie muszę mówić. Wiedziałem, że nienawidzi swojego brata, ale aż tak pragnął zemsty, aby opuścić Konohę i swoich przyjaciół? Cóż...
Po jakiejś pół godzinie uznałem, że pora już wychodzić.
- To ja już pójdę Kakashi.
- Hm? O tak. Dzięki za tort, Iruka – powiedział z uśmiechem na twarzy jōnin.
- Nie ma za co – odpowiedziałem wychodząc.
Było już około 1200. Skierowałem się do swojego mieszkania, ponieważ z tego wszystkiego nie posprzątałem jeszcze w kuchni po pieczeniu ciasta. Na blacie była rozsypana mąka i łyżki. W kranie stała góra naczyń. Wziąłem się za sprzątanie. Najpierw umyłem wszystkie brudne naczynia, a później zająłem się ścieraniem blatu. Kiedy skończyłem sprzątać była 1300. Resztę dnia spędziłem na treningu, czytaniu książek i... Rozmyślaniu nad tym co powiedział wcześniej Kakashi. Jak to pierwszy raz od 20 lat? Mam nadzieję, że mój prezent Mu się naprawdę spodobał. Trening i czytanie nie zajęły mi zbyt dużo, tak z 3- 4 godzinki, ale za to to całe rozmyślanie zajęło mi do wieczora... Pff... Nie powinienem się zajmować życiem innych, w końcu mam swoje własne.
Około 2100 położyłem się do łóżka, ale... Ale nie mogłem przestać myślećotym co powiedział Kakashi. Był lubiany w wiosce, więc dlaczego jest takim... takim samotnikiem?
Uff... I co teraz mam zrobić? Przecież, to nie moja sprawa, więc dlaczego tym się tak przejmuję? Naprawdę coś mi się dzieje...
 Po jakiś 2 godzinach zasnąłem.

_________________________________________________________________________
Ohayo! ^,^ Mam nadzieję, że nie nie jest aż tak źle... Bardzo chciałam w tym rozdziale zrobić Kakashi'emu urodziny, ale czy rozdział fajny, to już sama nie wiem ;/
Proszę o konstruktywną krytykę ;)










środa, 26 lutego 2014

Kakashi x Iruka: Rozdział 4


~Iruka~

 Tak jak spodziewaliśmy się z Kakashi’m,  zaraz po wyruszeniu zaatakowała nas druga grupa przestępców. Byli tylko trochę silniejsi od poprzednich przeciwników. Było ich około jedenastu. Większość z nich posługiwała się katanami, tylko 3-4 używało zwykłych kunai’ów lub shuriken’ów. Mieli całkiem niezłą taktykę, dlatego trochę nam zajęło ich pokonanie. Kakashi zajął się walką, a ja zastawiłem pułapkę z wybuchowych notek. Wszystko poszło po naszej myśli- przestępcy zajęli się walką, a ja szybko mogłem przykleić notki do drzew. Gdy już skończyliśmy walkę szybko, już bez żadnych przeszkód, odprowadziliśmy kupców do Wioski Takumi.
- Dziękujemy za ochronę – powiedział pan Mitsuo.
- To nasz obowiązek – odpowiedział Kakashi.
- …Może jednak nie jesteście tak słabi jak myślałem…- mruknął pod nosem Ryu.
- Hm?- zdziwiliśmy się z szaro- włosym,  ponieważ młody syn pana Mitsuo przez całą drogę tylko jęczał jacy, to ninja są bezużyteczni.
- Jednak daliście radę we dwójkę załatwić tych złodziei – ciągnął dalej Ryu – Ymmm… Dzięki…
- Nie ma za co – powiedzieliśmy z Kakashi’m chórem, uśmiechając się jednocześnie.


*********************************************************************************

~Kakashi~

- Ufff… Wreszcie skończyła się ta misja… - wzdychał Iruka.
- Mhm. Ale jeszcze musimy wrócić do wioski… - odpowiedziałem.
- Teraz, to my musimy rozłożyć namiot. Robi się już późno.
- Mhm – zgodziłem się.

Rozłożyliśmy namiot i poszliśmy złowić kilka ryb na kolację. Po około 30 minutach już siedzieliśmy przy ognisku, czekając aż upieką się nasze zdobycze. Gdy zjedliśmy przebraliśmy się i poszliśmy spać.

Następnego ranka… a raczej południa, wstając poczułem jakiś znajomy zapach. Wyszedłem z namiotu i zobaczyłem jak Iruka zalewa gorącą wodą ramen. Gdy tak na niego patrzyłem wydawało mi się, że…
- Ooo… Wreszcie wstałeś… - powiedział do mnie szatyn odwracając głowę w moją stronę.
- Mhhmm…- odpowiedziałem, ziewając.
- Ale musisz poczekać na śniadanie, ponieważ dopiero co zalałem…
- Hm? Zrobiłeś też dla mnie ramen??? – zdziwiłem się. Po co Iruka robił dla mnie śniadanie? Może on… Może on mnie lubi?! Ahhh… Nie, nie, nie! Obydwoje jesteśmy facetami i musimy sobie pomagać, to tyle… Tylko dlatego zrobił mi ramen…
- Tak, ja zjadłem jakieś dwie godziny temu…
Usiadłem obok brązowowłosego czekając, aż moje śniadanie będzie gotowe do spożycia.
- Wczoraj wstałeś przed 3:00, a dzisiaj około 12:00…
- Wczoraj, to był wyjątek… - mruknąłem, sprawdzając czy ramen jest już gotowe. Nie ukrywam, że byłem strasznie głodny.
- Aż tak jesteś głodny? – zapytał Iruka – Za jakieś 5 minut powinno być gotowe, a puki co możesz zjeść onigiri…
- Wytrzymam jeszcze 5 minut…

Po 2 minutach odkryłem miskę z ramen’em i zacząłem jeść.
- Mówiłeś, że wytrzymasz 5 minut…
- Hmmm… Wygląda na to, że jest już gotowe.
- Ahh… Nieważne, nieważne… Idę złożyć namiot.
- Mhm…

*********************************************************************************

~Kakashi~

- Huu… Nareszcie w Konosze…
- Mhm. Chodźmy zdać raport.
Po kilkunastu minutach już byliśmy pod biurem hokage. Iruka zapukał i jak zawsze po usłyszeniu „Wejść!” weszliśmy.
- O! Kakashi! Iruka! Już wróciliście! I jak? Misja się udała?
- Mhm. Bezpiecznie odprowadziliśmy kupców hokage-sama – odpowiedziałem.
- Dobrze, więc napiszcie raport i przynieście go później.
- Hai! – odpowiedzieliśmy z szatynem i wyszliśmy.


- I co masz zamiar robić przez te 4 dni wolnego? – zapytałem Irukę zaraz po wyjściu z gabinetu Piątej.
- No nie wiem… Może pójdę do gorących źródeł… Jeżeli znowu nie dostane misji… Hm? A po co pytasz?
- A tak o. Po prostu byłem ciekawy… A! Nie musisz pisać raportu… Sam się tym zajmę. Cześć! – odpowiedziałem wchodząc na schody, które prowadziły do mojego mieszkania.

*********************************************************************************

~Iruka~

Zaraz po tym jak pożegnałem się z Kakashi’m poszedłem do domu rozpakować swój plecak. Zastanawiałem się po co Kakashi chciał wiedzieć co będę teraz robić… Hmm… Może sam nie ma z kim spędzić czasu i chce znaleźć kogoś, aby minął mu szybko czas… Ahh… Nieważne…
Hmm… I co teraz by tu porobić? O! Pójdę do gorących źródeł, a później na ramen do Ichiraku….

Idąc do gorących źródeł zauważyłem Naruto, biegnącego w moją stronę.
- Ohayou Iruka- sensei!
- O, ohayou Naruto. Coś się stało?
- Nie, nic… Tylko pomyślałem, że może byś postawił mi ramen u Ichiraku?
- Huu… Przecież stawiałem Ci ostatnio… A poza tym dopiero wróciłem z misji i idę właśnie do gorących źródeł.
- Hm? Z misji? O, już wiem! Pójdę z Tobą sensei do gorących źródeł, a później mi postawisz ramen.
- Naruto… Dobra chodź, ale przez najbliższe dwa tygodnie nawet nie myśl o tym, że będę Ci płacił za ramen.
- Dobra, dobra…

Poszliśmy razem z Naruto do źródeł, a później do Ichiraku. Oczywiście jak zawsze Naruto musiał opustoszyć mój portfel…
- Arigatou, Iruka- sensei. Będę już leciał – powiedział blondwłosy ,wstając z krzesła.

Hmmm… I znowu nie mam co robić… Może po prostu wrócę do domu? W końcu i tak jest już późno.

Wróciłem do swojego mieszkania, położyłem się, poczytałem trochę książkę, a po jakiejś pół godzinie zasnąłem.

_________________________________________________________________________
Najpierw chcę serdecznie podziękować  Alexxis ミチャ za, to że mi pomogła, poprawiając moje rozdziały... Teraz, gdy piszę opowiadania, obojętnie czy te co wstawiam na bloga czy te co piszę z nudów, najpierw włączam komentarze Alexxis, aby nie popełniać już aż tak dużo błędów :) Jeszcze raz, dzięki. A teraz znowu proszę o ocenę tego rozdziału C; :3

środa, 5 lutego 2014

Kakashi x Iruka: Rozdział 3

Szef przestępców kazał im się odsunąć i zaczął walczyć z Kakashi’m. Najpierw rzucił w niego kilkoma kunai’ami, ale Kakashi je wszystkie ominął. Następnie użył stylu ziemi, unosząc grunt pod nogami siwowłosego, aby ten podskoczył i wtedy ponownie go zaatakował kunai’ami. Walka ciągnęła się w nieskończoność. Nagle spod ziemi przede mną wyskoczył jeden ze złodziei i zaatakował mnie. Kakashi rzucił w niego kilkoma shuriken’ami, ale ten ich uniknął. Zacząłem z nim walczyć. Na szczęście mój przeciwnik był wolny, więc łatwo mi było go trafić. W końcu po kilkunastu minutach zadałem mu śmiertelny cios kunaiem. Zaraz po tym napadł na mnie od tyłu drugi.
- Iruka uważaj! Za tobą! – ostrzegł mnie siwowłosy jōnin.
- Wiem! – odkrzyknąłem.
Ten już był lepszy. Był szybszy, ale zadawał trochę mniejsze obrażenia. Za mną wyskoczył jeszcze jeden przestępca. Po chwili zauważyłem, iż walczyć z nim zaczął Ryu. Niestety po chwili już leżał na ziemi, więc musiałem podjąć walkę z oboma złodziejami. Po pewnym czasie wymęczyłem jednego. Zająłem się następnym. Zobaczyłem, że Kakashi w końcu pokonał swojego przeciwnika, używając słynnego chidori. Przyszedł mi z pomocą. Zajęliśmy się resztą bandziorów. Staliśmy chwilę, aby odpocząć, a po chwili białowłosy mierzył pięścią w moją stronę... „Ominął mnie” pomyślałem z ulgą, gdy zauważyłem, że pięść Kakashi’ego przeleciała koło mojej głowy. Po chwili usłyszałem, że jego dłoń jednak w coś uderzyła. Okazało się, że jōnin celował w przeciwnika, którego wcześniej wymęczyłem walcząc. Widocznie złodziej odzyskał siły i chciał mnie dźgnąć kunaiem w plecy.
- Dziękuję Kakashi.
- Nie ma za co. Nie spuszczaj gardy.
- Hai – odpowiedziałem.
Ruszyliśmy dalej. Szliśmy cały dzień, co jakiś czas robiąc bardzo krótkie przerwy. Gdy słońce zaczęło zachodzić Kakashi zaproponował, aby rozbić namioty. Wszyscy się zgodziliśmy. Pomogliśmy z białowłosym rozbić namiot panu Mitsuo i reszcie kupców, a następnie zajęliśmy się swoim.
- Gotowe! – krzyknął biało-włosy, rozciągając się.
- Mhm, pójdę po chrust na ognisko.
- Nie musisz tego robić. Shogo już poszedł – powiedział głos dochodzący zza moich pleców. Był, to pan Mitsuo.
- Naprawdę? Hmm… To trochę odpocznę. – powiedziałem i położyłem się na trawie, a Kakashi wszedł do namiotu. Po kilku minutach, także do niego wszedłem, gdy poczułem, że ziemia jest strasznie zimna. Rozsuwając nasz wspólny namiot zauważyłem, że Kakashi nie ma na sobie koszulki, a na kolanach trzyma otworzoną książkę Icha Icha. Nie wiem dlaczego, ale cicho jęknąłem pod nosem i zrobiłem się czerwony jak burak.
- Coś się stało? – zapytał siwo- włosy jōnin.
- N-nic… – „kurde, dlaczego tak się jąkam?”
- Na pewno? Jesteś cały czerwony.
- Mówię, że nic!
- …
- P-przepraszam… Nic się nie stało. – opanowałem się trochę i odpowiedziałem.
- Ty też się powinieneś przebrać.
- Z-za chwilę…
- Wstydzisz się mnie czy jak?
- Nie. Dlaczego miałbym? – Kakashi miał racje. Dziwnie się czułem widząc go bez koszulki, więc przebierając się przy nim… „ Jezuu… O czym ja mówię… Jestem facetem. Nie powinienem się go wstydzić…”. Gdy białowłosy wyszedł ściągnąłem koszulkę i zacząłem się przebierać.
- Iruka, ramen! – zawołał mnie po chwili Kakashi.
- Już, już! Chwilę! – założyłem szybko spodnie i wyszedłem zjeść kolację.
- Noo… Wreszcie – powiedział Kakashi, jedząc swoje ramen.
- Przebierałem się… - mruknąłem i zacząłem jeść swoją porcję.

************************************************************

Obudziłem się jeszcze przed wschodem słońca, co było dziwne, bo zazwyczaj nie wstaję tak wcześnie. Podniosłem głowę i zobaczyłem Irukę, który oczywiście jeszcze spał. Stwierdziłem, że skoro wszyscy śpią i jest tak wcześnie, to poczytam trochę moją ulubioną książkę - Icha Icha Paradise.
- Hmm? Dlaczego tak wcześnie wstałeś? – zapytał jednocześnie ziewając Iruka.
- Nie wiem… Jakoś tak… A ty? Obudziłem cię?
- Nie, nie… Po prostu wstałem, bo jestem głodny .
- Tak jak teraz o tym wspominasz, to też chętnie bym coś zjadł…
- Może być ramen? – zapytał Iruka wstając i wyjmując z plecaka dwie zupki ekspresowe.
- Jasne… - zgodziłem się, choć tak naprawdę miałem już trochę dość jedzenia w kółko tego samego.
Odłożyłem książkę i wyszedłem razem z szatynem z namiotu. Rozpaliliśmy ognisko i ugotowaliśmy wodę. Zalaliśmy w miskach nasze ramen. Gdy już zjedliśmy wstali inni nasi towarzysze i także zjedli śniadanie.
- Skoro już wszyscy skończyli jeść, to wyruszamy! – powiedziałem.


________________________________________________________________________

No i proszę o konstruktywną krytykę :)